Zmiany...

Od maja 2017 trochę się u mnie zmieniło. W maju pojechałam na wymarzoną wycieczkę do Włoch.  Oprócz opalenizny przywiozłam mnóstwo zdjęć i wrażeń. A kiedy przyjechałam wpadałam w wir obowiązków służbowych i domowych i lato minęło mi jak jeden dzień. A obiecywałam sobie, że będę chodzić na basen. Jak to ktoś mądry powiedział "życie pisze swój scenariusz".

Przed świętami Bożego Narodzenia moja kuzynka zarzuciła mi, że nie myślę o rodzinie. Powiedziała, że jestem zawzięta i coś tam jeszcze. A dlaczego? Bo chciałam pojechać do Warszawy na święta do Jadzi. Poznałyśmy się w sanatorium w Połczynie. Pomyślałam, że może to być ostatni raz, kiedy ją zobaczę, bo jest bardzo schorowana. Oby nie, ale człowiek nie wie co go czeka.

Przed świętami udałam się do ortopedy, bo zaczęło mnie boleć lewe biodro. To biodro ciągle mnie pobolewało, kiedy w nocy zmieniam pozycję, ale nigdy mnie nie bolało przy chodzeniu, aż do pewnego dnia. Dowiedziałam się w przychodni, że mój lekarz, do którego chodziłam z bólem kolan już nie przyjmuje. Trudno, zapisałam się do innego. Lekarz zrobił mi usg kolana i wystawił skierowanie na operację stawu biodrowego. A przecież w kwietniu br. taką operację miała Nina. Moja przyjaciółka też ma problem, w tej chwili boli ją drugie biodro. Tak więc siedzę i zastanawiam się co ja mam zrobić? Gdzie iść na tą operację i co ja potem zrobię jak mnie odeślą do domu. Wiem od Niny jak to wszystko wygląda, a na rehabilitację to nawet 1,5 roku trzeba czekać. No nic, muszę się zarejestrować do mojej lekarki I "kłopotu" jak mówi Pani Ania i zobaczę co mi powie. Tym czasem na stronie NFZ wypatruję jakie są terminy. Oj niektóre bardzo odległe, bo nawet 8 lat trzeba czekać, choć lekarz mówił, że 5. Teraz chodzę o kuli, bo nogę nie mogę obciążać i mniej mnie boli przy chodzeniu.

W pracy też zmiany. Oprócz mnie jest jeszcze nowa kobieta. Póki co szef wszystkie sprawy kieruje do mnie. Ja nic nie mówię, po prostu staram się wszystko robić i nie narzekać. Dla mnie praca jest bardzo ważna...

Komentarze